-Cześć Zuza.Idziemy do szkoły???
-Hej,co już,która jest godzina???
-6:30.
-O jejku:p
Do szkoły mamy jakieś 30 minut drogą,ale konno przez las jest 10:)Vera przyjechała na Prezku,a ja na Dobie:)Pojechalismy galopem przez las.Niedaleko szkoły jest znajoma stajnia:)
-Cześć,możemy zostawić tu konie niech sie ciągle pasą:)
-Ok tak jasne:)
Bylam trochę niepewna zostawiając konie na takim padoku:pOk poszłyśmy do szkoły:)
Ale super zostay nam 3 minuty do końca przerwy:)Pośpieszyłyśmy się i 3 piętra do góry na język polski.Miałyśmy spóźnienie no,ale trudno...
-Dzięńdobry,przepraszamy za spóźnienie.
-Siadajcie.
Tak posiedzieliśmy sobie 7 godzin w szkole:)Nareszcie mogliśmy wracać do domu:)Niestety coś nam przerwało:(Podeszliśmy do stajni i rozglądnełysmy sie na padok,ale Dobrawy anie Prezydenta tam nie było:(Poleciałyśmy szybko do stajni,ale tam dowiedziałyśmy się,że dziewczyny wyruszyły poszukiwać naszych koni...
-Co się stało?Kiedy uciekły?...
Zaczełysmy zadawać mnustwo pytań,ale nic sie nie dowiedziałyśmy:(Dobrze,że znamy tam pare koni:)Veronika zabrała Souta,a ja Kilera.Natychmiast wyruszyliśmy,pojechaliśmy nad jeziora,rzeki,łąki i w las.Za 2 godziny przyjechaliśmy do stajni.Jednak nie na marne:)Okazało się,że naze koniki wróciły do stajni.Odrazu Vera pojechała do domu,a ja zaczełam trening.Na treningu skakalismy 1.85m.Wolty ,koperty,stacjonaty,oksery,cavaletti i mur wszystko przejechaliśmy bez problemu:)Za 1 godz odstawiłam Dobe,a potem wziełam Pamerro.Pamerro miał lekciejszy trening no,ale cóż coś musiało być przecież zawody tuż,tuż:)O 18 przyszła Vera i pojeździliśmy na wszystkich koniach:)Skończyliśmy po 3 godzinach.O 21 Veronika pojechała do domu:)
-Pozdrów tam Ruske,Tosiaka i Prezydenta:)
-Ok pozdrowie.
-Papa.
-Cześć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz